|
 
Podpisane 1 października przez ministra infrastruktury rozporządzenie w
sprawie reklamacji usług telekomunikacyjnych to krok wstecz w porównaniu z
obowiązującym do tej pory prawem. Jest także bardziej niekorzystne dla
klienta, niż był projekt, który przedstawiono do konsultacji.
Jeśli operator odrzuci reklamację klienta, to nie może się on - tak jak do
tej pory - odwołać od tej decyzji do wyższej instancji u operatora, a
dopiero potem kierować sprawę do sądu powszechnego. Zgodnie z wchodzącym w
życie po 30 dniach od opublikowania rozporządzeniem, jeśli operator nie
uwzględni reklamacji, klientowi pozostaje dochodzenie swoich racji w
sądzie powszechnym lub - nieistniejącym na razie - sądzie polubownym przy
prezesie Urzędu Regulacji Telekomunikacji i Poczty.
Z rozporządzenia wynika, że jeśli operator w ciągu 14 dni rozpatrzy
reklamację, to nie musi wysyłać klientowi potwierdzenia jej złożenia. Dziś
operator ma taki obowiązek, jeśli reklamacja została złożona ustnie, np.
za pośrednictwem błękitnej linii TP.
Zgodnie z dotychczas obowiązującym prawem operator miał rozpatrzyć
reklamację w ciągu 14 dni, a w sytuacji szczególnej - po uprzednim
poinformowaniu klienta - miał na to 30 dni. Nowe rozporządzenie od razu
mówi o 30 dniach.
|